Muzyka

środa, 15 lipca 2015

Przerwa ;-;

Przepraszam, ale niestety przez najbliższe dwa tygodnie nie będę wstawiała nowych rozdziałów :( Wyjeżdżam do Szczecina. Oczywiście jak tam będę, postaram się pisać cokolwiek, choćby na serwetkach (jak to robiła J.K Rowling XD) albo w notatniku w telefonie :D akcja rozkręca się powoli, ale mam nadzieję, że się podoba. Postaram się bardziej i niedługo wszystko odwróci o 180 stopni ;)

Rozdział 8

Zdrętwiała wpatrywałam się na przemian w obu chłopaków. Czułam narastające miedzy nimi napięcie.
- Muszę z tobą porozmawiać, mała - Kastiel spojrzał na blondyna dając mu znać, że to ma być rozmowa w cztery oczy. Nataniel wstał spojrzał na mnie ciepło, szepnął "Do jutra" i wyszedł, szybko mijając Kastiela. No pięknie. Zostałam sam na sam z chorym psychicznie chłopakiem.
- O czym chcesz ze mną porozmawiać - zapytałam szorstko - Czyżby przeprosić za to - wskazałam opatrunek
- Tak to też miałem na myśli...ale przepraszać cię nie będę. Trzeba było się nie pakować tam gdzie nie trzeba - odburknął. Poczułam się tak, jakby ktoś dał mi siarczysty policzek.
- Słucham!? - krzyknęłam - Chcesz powiedzieć, że przyszedłeś tu tylko po to, żeby mi wypominać to, że próbowałam was, idioto, rozdzielić , bo bałam się, że niedługo na chodniku jeden z was będzie trupem? Niby co miałam innego zrobić?
- Uspokój się mała...
- Nie jestem MAŁA!- rzuciłam lodowato
- Tak, tak wiem - chłopak podniósł ręce w obronnym geście - Sory. Sophi, ja...
- Już jestem!
Do pokoju wparowała Rozalia. Z jej roześmianej twarzy szybko zniknął uśmiech. Popatrzyła na nas, ale swój wzrok zatrzymała na Kastielu. jej twarz wykrzywiła się tak jakby zobaczyła jakiegoś szczególnie odrażającego karalucha. Parsknęłam cicho. Dobrze mu tak.
- Co ty tu robisz? - zapytała - Ona musi odpocząć.
Nawet nic nie powiedział tylko szybko wstał i trzasnął drzwiami. O co mu mogło chodzić? Czuję jakbym była otoczona jedną wielką tajemnicą. Białowłosa szybko się ulotniła, kiedy wymigałam się od rozmowy tym, że nie czuję się najlepiej. Pod szkołę przyjechał po mnie brat. Na szczęście nie zadawał pytań. Widział, że nie mam ochoty na rozmowę i gdy tylko dojechaliśmy do domu poszłam się umyć. Przed snem Ian wszedł do mnie do pokoju. Zawsze jak byliśmy młodsi i coś nas trapiło to się tak odwiedzaliśmy. Stare czasy...Usiadł i wszystkiego wysłuchał. Dopiero przy nim szczerze się rozpłakałam i zasnęłam.

Do szkoły wróciłam po trzech dniach. Wydarzenie, którego byłam światkiem chyba trochę na mnie wpłynęło. Uległam jakby małej metamorfozie. Dziwne uczucie i może absurdalne, ale wydawało mi się, że właśnie tak jest. Dało mi trochę takiego kopa od życia. Może to i dobrze.
Ruszyłam w stronę szafek. Po drodze natknęłam się na Kena, po jego wyrazie twarzy domyśliłam się, że jest czymś mocno przybity. Bez zastanowienia podeszłam.
- Hej Ken. Czy coś się stało? - zagadnęłam
- Sophi! - wykrzyknął rozpromieniony - Cieszę się, że wróciłaś. Brakowało mi ciebie.
- Wróciłam! - zażartowałam - Co się dzieje. Dostałeś karę od dyrektorki?
- Nie...mój tata...
Byłam przygotowana na najgorsze. Ojciec Kena był strasznie pewnym siebie i wymagającym rodzicem.
- On kazał mi uczyć się w szkole wojskowej i właśnie składa papiery z rezygnacją - Ken był strasznie przybity. Jego słowa wywarły na mnie duże wrażenie. Nie chciałam żeby odchodził...Jak ja sobie bez niego poradzę? Zawsze byliśmy razem, a teraz wyjeżdża na nie wiadomo jak długo. Czemu to się dzieje? W trakcie naszej rozmowy próbowałam go przekonać do rozmowy z jego ojcem, ale już po chwili zrozumiałam dlaczego nie chciał kiedy jego ojciec podszedł do nas. Był cały czerwony ze złości i zaciskał z całej siły ręce dzięki czemu mogłam się przypatrzyć jego muskulaturze. Przełknęłam cicho ślinę.
- D-dzień dobry...-wyszeptałam. Nagle mi zaschło w gardle
- Dzień dobry. Mój syn ci chyba już o wszystkim powiedział. Wszystko zostało załatwione- zwrócił się do Kena - od jutra wyjeżdżasz. Najwyższa pora .żebym się za ciebie wziął. Sophio przepraszam ale się nam śpieszy. Do widzenia - złapał chłopaka za ramię i wyprowadził ze szkoły. Poczułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy. Muszę z kimś porozmawiać. Ruszyłam w stronę klasy. Mam nadzieję, że spotkam tam Rozę...

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 7

- Przestańcie  - krzyknęłam, ale głos mi się załamał. "Oni się pozabijają" - przebiegło mi przez myśl. Szybko dobiegłam do chłopaków i próbowałam ich rozdzielić, ale moje starania poszły na nic. Kastiel przydusił Kena do ziemi. Oboje byli cali posiniaczeni i zakrwawieni zarówno na twarzy, jak na rękach. Dodatkowo mój przyjaciel miał stłuczone w połowie okulary. Na chodniku pokazały się ślady krwi któregoś z nich, albo obu. Szybko zebrałam myśli i  złapał czerwonowłosego za rękę, który miał wymierzyć kolejny cios. Moje posunięcie nie było dobrym pomysłem. Chłopak wyrwał swoją rękę i z całej siły mnie odepchnął. Zaskoczona przewróciłam się i mocno uderzyłam w chodnik głową. Przed oczami pojawiły mi się mroczki i poczułam ciepłą stróżkę krwi na policzku. Chciałam się podnieść, ale nie dałam rady. Co działo się dalej? Nie pamiętam. Straciłam przytomność.

                                                                             ***

Głosy. Ktoś coś mówi, ale kto to? Słyszę tupot stóp. Co się stało? Czuję czyjś delikatny dotyk na swojej skórze. Tak bardzo mnie boli głowa. Nie mam siły się poruszyć, ani otworzyć oczu. Rana. Krwawię. Tak strasznie krwawię. Dość. Chcę żeby to wszystko się już skończyło, proszę. Ken...Roza...
       
                                                                            ***

- Sophi...Sophi...
 Słyszę głos. Znam go. Powoli z wielkim wysiłkiem otworzyłam oczy. Nagle ktoś mocno mnie przytulił.
- Sophi! Tak się przestraszyłam - białowłosa płakała i ledwo mogłam cokolwiek zrozumieć - Nigdy więcej cię nie zostawię. Przepraszam.
- Roza to przecież nie twoja wina. Au! - poczułam silny ból z boku głowy i szybko dotknęłam tego miejsca. Ktoś zrobił mi opatrunek.
- To Nataniel ci go założył - powiedziała ocierając łzy
- Oh...jestem w pokoju pielęgniarki? Zaraz...gdzie są Ken i Kastiel?! - wykrzyknęłam i mimo protestów Rozy szybko wstałam
- Wszystko w porządku. Nataniel i Lysander ich rozdzielili.
- Całe szczęście - opadłam na miękkie łóżko - Opowiedz mi co się dokładnie stało kiedy zemdlałam.
Rozalia szybko opowiedziała mi jak cała sytuacja przebiegła. Chwilę po tym, gdy straciłam przytomność przybiegł Lysander i odciągnął Kastiela od Kena, ponieważ białowłosa właśnie wracała od Leo usłyszała krzyki i pobiegła w ich kierunku. Zobaczyła mnie leżącą na ziemi i Lysandra ledwo utrzymującego wyrywającego się Kastiela. Kazał jej biec po Nataniela. To właśnie on mnie tu przyniósł i zrobił okład. Następnie zarówno czerwonowłosy, jak i brązowowłosy poszli do pokoju dyrektorki i do tej pory tam siedzą.
- Nie wiedzę tego kolorowo - spróbowałam zażartować, jednak drętwo mi to wyszło - Nawet nie wiem o co im dokładnie poszło - westchnęłam
- Nie przejmuj się. Ken i Kastiel na pewno jakoś z tego wyjdą. a teraz odpoczywaj. Spróbuję się czegoś dowiedzieć. Zaraz wracam. - Roza szybko wyszła. Zostałam sama z własnymi myślami. Ken przecież nigdy nie pchał się do bójek. Zawsze zachowywał spokój nawet gdy go wyzywano. Kastiel go wytrącił z równowagi jakimiś naprawdę mocnymi słowami. Będę musiała z obojgiem pogadać. Nagle usłyszałam ciche pukanie. Do pokoju wszedł Nataniel z miską wody.
- Obudziłaś się - uśmiechnął się ciepło - Jak się czujesz? - spytał siadając na brzegu łóżka
- Całkiem nieźle. Dziękuję ci za okład i przyniesienie mnie tutaj - zarumieniłam się na wspomnienie delikatnego dotyku. "Bezwstydnica. Nie wyobrażaj sobie za wiele".
Nataniel zmieszał się lekko.
- Nie ma za co. Musiałem cię stamtąd zabrać. Mogło ci się coś stać...
Martwił się. A nawet mnie dobrze nie zna...
- Tak...
Cisza, między nami przedłużała się. Oboje zaczęliśmy się czuć niezręcznie i pewnie trwałoby to dłużej gdyby nie wejście smoka. Oczywiście spodziewałam się Rozy, ale ku mojemu zaskoczeniu do pokoju wszedł Kastiel.

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 6

- Sophi! Przepraszam, że musiałaś czekać!
Odwróciłam  się w kierunku głosu. W moją stronę biegła Roza. Roześmiałam się na widok jej miny.
- Z czego się śmiejesz? - zapytała oburzona
- Zabawny miałaś wyraz twarzy. Strasznie przypominał mi kogoś, kto przed chwilą zjadł cytrynę - parsknęłam demonstrując - Wnioskuję, że nie znosisz biegać, mam rację? -
- I to jak! - białowłosa padła zmęczona na ławkę Zaczęłyśmy się obie głośno śmiać. Roza spoważniała najszybciej - Dość o mnie. Opowiadaj kogo poznałaś i jak tam twój pierwszy dzień - zwróciła się w moją stronę i spojrzała wyczekująco
- Cóż... - nie za bardzo wiedziałam jak zacząć - Spotkałam trzech chłopaków...- niedane mi było dokończyć
- Chłopaków!? Kogo? Mów imiona, a ja ci o każdym coś powiem. Znam wszystkich jak własną kieszeń
- No to Kastiela...
- To buntownik i gbur, dużo wagaruje i nienawidzi się z Natanielem, ale jak go bliżej poznasz to okazuje się być całkiem zabawnym i dobrym przyjacielem. Mówię z własnego doświadczenia.
Oczywiście przerywano mi za każdym razem. Białowłosa gadała jak nakręcona. Nie miałam jej tego za złe. Wiem, że chciała mi pomóc. Dzięki niej dowiedziałam się, że Lysander jest zamknięty w sobie i to on jest bratem Leo (chłopaka Rozali) oraz przyjacielem białowłosej. Nataniel natomiast jest, według jej relacji, wiecznie zajętym chłopakiem, ale i nie mniej pomocnym, który posiada za siostrę swoje całkowite przeciwieństwo, czyli wredną tapeciare o imieniu Amber zakochaną nieszczęśliwie w Kastielu. Już miałam się zapytać dlaczego Kastiel z Natanielem się nie lubią, gdy nagle ktoś mnie złapał od tyłu za ramiona. Wrzasnęłam z przerażenia i szybko się odwróciłam żeby zilustrować napastnika. Ku mojemu zaskoczeniu był to...KEN!
- Co ty tutaj robisz! - krzyknęłam. Ciągle byłam w szoku. Jak ja nie znoszę jak ktoś mnie straszy.
- Myślałem, że usłyszę coś w stylu:" Ken! Świetnie cię widzieć." ale powiedzmy, że to miałaś na myśli
Uśmiechnęłam się. Nigdy się nie potrafię na niego złościć.
- To ty nas obserwowałeś prawda?
- No tak...- okularnik zaczerwienił się - Mam dla ciebie świetną nowinę - powiedział entuzjastycznie
- Zaraz mi powiesz, ale najpierw was przedstawię. Ken to moja...-zawahałam się. Nie za wcześnie żeby nazwać białowłosą przyjaciółką?
- Przyjaciółka Rozalia, a w skrócie Roza - dokończyła
Spojrzałam zaskoczona na Rozalię
- Przecież jesteśmy przyjaciółkami - popatrzyła na mnie ciepło. Uśmiechnęłam się. Jej słowa mnie bardzo ucieszyły.
- A to jest Ken. Mój przyjaciel od piaskownicy.
Zauważyłam małą zmarszczkę na czole chłopaka. Powiedziałam coś nie tak?
- Miło mi - podał rękę białowłosej.
- Mi również - uśmiechnęła się i uścisnęli sobie dłonie - Sory Soph, ale muszę lecieć Leoś na mnie czeka. Do jutra. - pomachała nam na pożegnanie i szybko się ulotniła.
Zapatrzyłam się na miejsce, w którym przed chwilą siedziała. Szybko sobie uświadomiłam, że przecież nie jestem sama.
- Ken miałeś mi coś powiedzieć.
Chłopak usiadł na miejscu Rozy i spojrzał na mnie błyszczącymi oczami. Domyśliłam się, że to musi być dobra wiadomość
- Przepisałem się do twojej szkoły
Na chwilę mnie zamurowało, a gdy tylko dotarło do mnie znaczenie słów szczęśliwa przytuliłam Kena. Brązowowłosy odwzajemnił uścisk dopiero po chwili i bardzo delikatnie.
- Wiesz Sophi - odsunął mnie delikatnie - ja...
- Nieładnie tak się obściskiwać przed szkołą.
Ken zesztywniał, a ja odwróciłam się w stronę znajomego głosu. Pod drzewem stał Kastiel z tym swoim irytującym uśmieszkiem.
- Znalazł się ten najgrzeczniejszy - prychnęłam
- Ałć...zabolało mnie serduszko - czerwonowłosy zaczął udawać płaczliwy głos - Nie mogłaś sobie znaleźć kogoś lepszego, a nie tego okularnika? Taki chuderlak nawet cię nie obroni kiedy będzie trzeba.
- Przestań - krzyknęłam rozjuszona
To wszystko się działo tak szybko, że nie zdążyłam zareagować. Ken wstał z ławki i w dwóch susach znalazł się przy Kastielu. Zaczęła się między nimi ostra wymiana zdań, aż w końcu ku mojemu przerażeniu mój przyjaciel z całej siły uderzył czerwonowłosego pięścią w twarz, a ten nie pozostał mu dłużny. Zaczęła się straszna szarpanina między nimi. Musiałam coś zrobić, bo mogła się stać tragedia.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 5

Powoli podniosłam wzrok do góry. Nade mną stał czerwonowłosy chłopak w czarnym ubraniu. Nie wyglądał na miłą osobę. Patrzył na mnie z kpiącym uśmiechem. Nagle poczułam jak wrze we mnie wściekłość. To, że jestem niezdarna i nieśmiała nie znaczy, że można sobie ze mnie jawnie kpić, a już na pewno nie pozwolę sobie na to temu typkowi. Co on sobie myśli?!
- Wychowana dziewczynka powinna teraz przeprosić, nie sądzisz? - zagadnął z tym swoim wkurzającym uśmiechem
- A wychowany chłopiec powinien pomóc dziewczynie wstać, gdy ta leży na ziemi, nie sądzisz? - odburknęłam i spojrzałam na niego z taką nienawiścią na jaką mnie było stać. Już nie cierpię typa. Strasznie przypomina moich kolegów z poprzedniej szkoły. Mam już wystarczające doświadczenie żeby wiedzieć, jak się zachowywać wśród takich ludzi.
- Lepiej uważaj co mówisz, bo możesz pożałować - syknął
- Zabrakło riposty, prawda? Kiedy trzeba, kozaczyć potrafisz, a jak nie wiesz co powiedzieć to zaczynasz grozić. Żal mi cię - po tych słowach zdałam sobie sprawę, że przesadziłam. I to bardzo. Twarz rudowłosego wykrzywiła się w przerażający grymas nienawiści i wściekłości zarazem. "Sophi, ty idiotko! Co ty sobie myślałaś? Pierwszy dzień, a ty już musiałaś zaleźć komuś za skórę. Przez mój cięty język kiedyś naprawdę źle skończę..." Chciałam się szybko podnieść i uciec gdzie pieprz rośnie, ale niestety byłam za wolna. Chłopak złapał mnie mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Próbowałam się wyrwać. Niestety moje próby spełzły na niczym. Był strasznie silny.
- Powiedz to jeszcze raz...- spojrzał na mnie lodowato i przysunął swoją twarz do mojego ucha - Zdziwisz się do czego potrafię być zdolny - wyszeptał - zapamiętaj tą lekcję.
Odskoczyłam jak oparzona. Nie dość, że moje serce waliło jak oszalałe ze strachu to na moją twarz musiał wpłynąć rumieniec. Nigdy nie byłam tak blisko z żadnym chłopakiem oprócz Kena.
- A co to - czerwonowłosy spojrzał na mnie z zainteresowaniem - czyżby nasza mała bohaterka była niedoświadczona? Jak chcesz to możemy to zmienić...- czerwonowłosy zaczął powoli się zbliżać, a ja z przerażenia stałam jak kamień.
- Kastiel! Dość!
W naszą stronę szybkim krokiem zmierzał chłopak o białych włosach z szarymi końcówkami. To co rzuciło mi się w oczy, to jego styl ubioru. "Chyba wiktoriański" - przemknęło mi przez myśl i westchnęłam z wielką ulgą.
- Co ty znowu wyprawiasz? - białowłosy spojrzał z dezaprobatą na Kastiela, na co ten wzruszył ramionami - Ona jest tutaj nowa. Przepraszam, że użyłem słowa "ona" - zwrócił się do mnie - Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Jestem Lysander. A ty? - chłopak ukłonił się i podniósł na mnie wzrok wyczekując odpowiedzi. Miałam okazję mu się bliżej przyjrzeć. Jego oczy były zachwycające. Jedno koloru szmaragdu, a drugie płynnego złota.
- Oh...-odparłam zaskoczona - Jestem Sophi. Miło mi - uśmiechnęłam się przyjaźnie
- Bardzo cie przepraszam za Kastiela.
- Spoko...n-nic się nie stało - odparłam nie pewnie - Przepraszam, ale mógłbyś mi powiedzieć gdzie znajduje się pokój gospodarzy?
- Naturalnie. Jest w tę stronę - Lysander wskazał mi kierunek drogi - Mam nadzieję, że się szybko przyzwyczaisz do nowego środowiska. A teraz wybacz, ale muszę sobie wyjaśnić parę spraw z moim przyjacielem - spojrzał na oburzonego Kastiela - Porozmawiamy kiedy indziej. Nataniel ci we wszystkim pomorze, to on jest głównym gospodarzem. Do zobaczenia Sophio.
- Do zobaczenia.
Chłopcy odeszli żwawym krokiem, kłócąc się po drodze, jednak ja już nie zwracałam na nich uwagi i ruszyłam we wskazanym przez Lysandra kierunku.


Delikatnie zapukałam do drzwi i weszłam. Moim oczom ukazał się całkiem spory pokój w którego centrum stało biurko zawalone przeróżnymi teczkami i kartkami. Na przeciwko biurka siedział chłopak o blond włosach przypominających słońce. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego koloru.
- Dzień dobry. Szukam Nataniela...-zagadnęłam nieśmiało. Chłopak podniósł na mnie swoje złote oczy i uśmiechnął się.
- To ja. Miło mi cię poznać - podszedł do mnie i podał mi rękę - Jesteś nową uczennicą?
- Tak. Nazywam się Sophi - uścisnęłam jego dłoń
- Masz już chyba wszystko załatwione, oprócz zdjęcia, ale możesz je wykonać na bazarze - powiedział rzeczowym tonem.
- Dziękuję.
- Jak będziesz potrzebować pomocy to śmiało pytaj. Jestem do twojej dyspozycji - uśmiechnął się ciepło
- Będę o tym pamiętać. To cześć.
- Do zobaczenia
Szybko wyszłam zamykając za sobą delikatnie drzwi. Dzisiejsze lekcje miały się skończyć za jakieś 10 minut. Postanowiłam, że poczekam na Rozalię przed szkołą i wszystko jej opowiem. Z tą myślą wyszłam na dwór i usiadłam na ławce nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś mnie obserwuje...


Rozdział 4

Kolejny dzień jest dla mnie niczym nowy początek. Dzisiaj zmieniam szkołę, znajomych i nauczycieli. Od początku dnia, gdy tylko się obudziłam szczerze wierzyłam, że wszystko będzie fantastyczne. Po zjedzeniu śniadania ten nastrój również mnie nie opuszczał. Teraz stoję na przystanku i rozmyślam czy to na pewno był dobry wybór. Zadarłam głowę i spojrzałam w piękne, błękitne niebo bez nawet najmniejszej chmurki. "Dzisiejszy dzień jest wyjątkowy. Czuję to." Promienie słoneczne miło łaskotały moją skórę, a wiatr rozwiewał delikatnie długie kasztanowe włosy. Gdyby ta chwila mogła trwać wiecznie...Nagle usłyszałam głośne trąbienie auta, które wyrwało mnie z moich rozmyślań. Przede mną stał mój autobus, a w środku poddenerwowany kierowca naciskał bez przerwy klakson.
- Czy ty masz zamiar jeszcze dzisiaj wsiąść dziewczyno?! Ile jeszcze mam czekać, aż zechcesz wrócić do rzeczywistości?- zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów 
- Prze-przepraszam...-spuściłam wzrok i szybko wsiadłam. Uważnie rozejrzałam się za wolnym miejscem. Nagle dojrzałam jedno na końcu autokaru. Od razu ruszyłam w tamtym kierunku. Koło okna siedziała dziewczyna o długich, gęstych, białych włosach w ślicznej biało-fioletowej sukience. 
- Przepraszam - zagadnęłam nieśmiało - Czy to miejsce jest wolne?
Białowłosa spojrzała na mnie. Miała piękne złote oczy.
- Jasne! Siadaj - uśmiechnęła się promiennie - Ty jesteś pewnie tą nową uczennicą. Zgadłam?
- Tak... - odwzajemniłam uśmiech
- Jestem Rozalia. Miło mi cię poznać... - zatrzymała się i spojrzała na mnie wyczekująco
- Sophi - odpowiedziałam szybko.
-  Do otwartych osób nie należysz... W niczym mi to nie przeszkadza! - powiedziała z wielkim uśmiechem -  Moim obowiązkiem jako twojej nowej koleżanki będzie pomoc w zaaklimatyzowaniu - powiedziała rozradowana - Na pewno spodoba ci się w naszej szkole. Gdy dojedziemy to cię oprowadzę. Co ty na to?
- Byłoby super - delikatnie się uśmiechnęłam
Resztę drogi Rozalia i ja spędziłyśmy na miłej pogawędce. Dzięki temu troszkę lepiej się poznałyśmy, a ja powoli się otworzyła. Doszłam do wniosku, że moja nowa koleżanka jest osobą godną.  Dowiedziałam się, że Roza (powiedziała, że mogę się tak do niej zwracać) uwielbia modę i szycie oraz ma chłopaka o imieniu Leo, którego bardzo kocha. Od razu ją polubiłam. Była niezwykle miła i sympatyczna. Bił od niej blask radości, szczerości i uroku, dlatego opowiedziałam jej trochę o mojej poprzedniej szkole i rodzinie. Nigdy mi się nie zdarzyło tak szybko przed kimś otworzyć. Białowłosa wysłuchała wszystkiego bez zadawania pytań i z wielką uwagą. Gdy skończyłam swoją opowieść zaskoczona zauważyłam, że dojechaliśmy przed mury szkoły. 
- Miałaś bardzo ciężko Soph...nie potrafię sobie wyobrazić, jak straszne musi być znęcanie psychiczne i fizyczne przez całą klasę. Bardzo ci współczuję - Roza spojrzała na mnie smutno i mocno przytuliła. Stałam w bezruchu. Jeszcze nigdy mnie nikt tak ciepło nie potraktował. Oprócz Kena i rodziny oczywiście. Po chwili zawahania odwzajemniłam uścisk. Białowłosa odsunęła mnie delikatnie od siebie i uśmiechnęła się promiennie.
- Jeszcze zobaczysz, że znowu będziesz dawną sobą. Pomogę ci w tym. Obiecuję.
Spojrzałam prosto w te wesołe złote oczy i od razu jej uwierzyła. Nawet sama nie wiem dlaczego.


W towarzystwie Rozalii weszłam do szkoły Słodki Amoris i zostałam przez nią oprowadzona. Dowiedziałam się, w których salach odbywają się lekcje, gdzie jest sala gimnastyczna, klub ogrodników i koszykarski. Oprócz tego poznałam nowe koleżanki: płomiennowłosą Iris, nieśmiałą Violettę i buntowniczkę Kim. Cała trójka była bardzo miła i szybko znalazłam z nimi wspólny język. Niestety rozmowę przerwał nam dzwonek.
- Sophi bardzo cię przepraszam, ale muszę lecieć. Poradzisz sobie ze znalezieniem pokoju gospodarz? - Roza spojrzała na mnie z tak wielką troską, że musiałam się zaśmiać
- Nie przejmuj się. Dam sobie radę - powiedziałam pokrzepiająco
- To do zobaczenia - rzuciła białowłosa i pognała do sali. Szybko się odwróciłam i w tym samym momencie wylądowałam na ziemi pod wpływam mocnego uderzenia.
- Uważaj jak idziesz. - Usłyszałam nad sobą męski, trochę gburowaty głos.

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 3

Gdy tylko otworzyłam drzwi zobaczyłam przed sobą przeciętnego wzrostu, szczupłego chłopaka o krótkich, ciemnych, szatynowych włosach i dużych okularach. Ken opierał się o ścianę i ledwo mógł oddychać. Od razu się domyśliłam, że biegł tu całą drogę. "Dlaczego jemu tak na mnie zależy?" Przeleciało mi przez myśl. Kiedyś go o to zapytałam, ale zamiast odpowiedzi dostałam szeroki, zagadkowy uśmiech i całusa w policzek.
- Mam nadzieję, że długo nie czekałaś.
Te słowa wyrwały mnie z rozmyślań
- Co...? - zapytałam, bardzo inteligentnie - Znaczy...Nie. No co ty. Biegłeś całą drogę prawda?
- Zgadłaś - Ken odpowiedział z takim entuzjazmem, że musiałam się uśmiechnąć
- Możesz wejść. Przecież nie będziesz tak stał. Chcesz soku?
- Tak, poproszę. - Po tych słowach chłopak wszedł za mną do domu i razem poszliśmy do kuchni. Oczywiście nie obeszło się bez żartów i śmiechu. Przy nim zawsze mam dobry humor i jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się na niego pogniewać. Jest strasznie pozytywną osobą. Pewnie dlatego tak dobrze się dogadujemy. Oboje weseli, z dużym poczuciem humoru i optymistycznym podejściem do życia no może teraz jest troszkę inaczej...u mnie już tego tak nie widać.
- Ken? - spojrzałam na chłopaka uważnie - Muszę ci coś powiedzieć...- powiedziałam niepewnie
- Mów. - uśmiechnął się
- Jest taka sprawa, że... - nie mogłam nic więcej z siebie wykrztusić. Próbowałam, ale całkiem odebrało mi mowę. Przestraszona spojrzałam na Kena i nagle poczułam jak z kącika oka wypływa łza.
- Sophi co ci jest? Co się stało? - Ken spojrzałam na mnie z troską i delikatnie starł łzę z mojego policzka. W tym momencie nie wytrzymałam. Mocno się do niego przytuliłam i wydukałam przez lecące już strugami łzy, że się przepisuję, bo mój stan psychiczny jest bardzo niestabilny i najlepszym rozwiązaniem jest zmiana środowiska. Przynajmniej tak postanowili rodzice razem z psychologiem. Ken słuchał wszystkiego uważnie i delikatnie głaskał mnie po głowie. Wreszcie się uspokoiłam i powoli odsunęłam od niego.
- Przepraszam, że ci to mówię dopiero teraz...mam nadzieję, że nie jesteś zły, bo...- niestety nie dane mi było skończyć.
- Czy ty oszalałaś? - spojrzałam na niego zdziwiona. Takiej reakcji się nie spodziewałam.
- Słucham? - odpowiedziałam zachrypniętym głosem
- Czy kiedykolwiek byłem na ciebie zły? Nie mogłaś postąpić inaczej! Jestem szczęśliwy, że zaczniesz nowe życie bez zmartwień i smutków. Nie mogłem sobie życzyć niczego innego, jak tylko tego żebyś znowu była tą wesołą i energiczną dziewczyną, z która się poznałem w piaskownicy. Oczywiście jest mi smutno, że się rozstajemy...ale kontakt nam się przecież nie urwie. Prawda? - Ken uśmiechnął się i poklepał mnie po głowie
- Oczywiście, że nie - zamrugałam zaskoczona. Szybko wzięłam się w garść. Po słowach Kena poczułam się tak, jak bym odzyskała wszystkie siły witalne. Jestem strasznie szczęśliwa, że mam takie wsparcie.

Reszta dnia upłynęła nam już w innych nastrojach. Zaczęliśmy się wygłupiać i wspominać stare czasy. Ken opowiedział mi kilka swoich ciekawych przygód, które przydarzyły mu się gdy do mnie biegł. Ten to ma zawsze szczęście. Niestety wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Szatyn powiedział, że musi wracać do domu. Odprowadziłam go do drzwi i mocno przytuliłam na pożegnanie. Byłam strasznie wykończona. Za dużo emocji na raz. Niewiele myśląc poszłam do swojego pokoju i po wzięciu prysznica oraz umycia włosów przebrałam się w koszulę nocną i położyłam do łóżka. Zasnęłam niemal natychmiast.





Rozdział 2

Obudziłam się bardzo wcześnie, jak na siebie. Była 8:00, a przecież mamy niedzielę i zwykle śpię do 10:00. Co najmniej do 10:00. Choć walczyłam sama z sobą w końcu postanowiłam wstać i się ogarnąć. Szybko się uczesałam, założyłam pierwsze lepsze spodnie i jakiś luźny T-shirt. Nie lubię się malować więc tylko musnęłam usta błyszczykiem. Szybko zeszłam na dół do kuchni w celu zrobienia jakiś pożywnych kanapek dla mojego biednego, nie udolnego braciszka. Moje plany wzięły w łeb. Niestety. Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam na stole górę jeszcze ciepłych naleśników i przygotowaną zastawę. "Czy ja jestem w innym wymiarze?" Powoli podeszłam i usiadłam. W tej samej chwili ktoś dotknął mojego ramienia . Podskoczyłam jak oparzona i szybko się odwróciła. Oczywiście to był mój kochany braciszek, który patrzył się na mnie z wielkim uśmiechem i błyskiem w oku.
- Hej siostra. Jak się spało?
- Bardzo dobrze...-spojrzałam na niego czujnie - Od kiedy to zacząłeś robić śniadanie z własnej woli? Czyżby ktoś podmienił mi brata? - odwróciłam się i zaczęłam nakładać naleśniki. Pycha!
- No wiesz! - Ian usiadł oburzony obok mnie - Chcę być troskliwym, starszym bratem, który pragnie aby jego siostrzyce niczego nie brakowało - spojrzał na mnie oczami skarconego spaniela. Nie dałam się oczywiście na to nabrać.
- Dobra wystarczy tych gierek. Gdzie chcesz wyjść i o której wrócisz?
- Jak ty mnie znasz Sophi! No więc wybieram się z kumplami na imprezę pełną ślicznych panienek. Tak koło 17 wychodzę. Miałabyś coś przeciwko gdybym wrócił rano? Tak koło...8:30?
Prawie się zakrztusiłam. Wiedziałam, że braciszek kocha imprezy, ale nigdy nie wracał tak późno...To znaczy na drugi dzień.
- Nie jestem tu po to żeby ci zabraniać chodzić na imprezy...jak chcesz to idź - na szczęście udało mi się to powiedzieć bez najmniejszego zadrżenia głosu.
- Serio!? Nie myślałem że się zgodzisz - zaczął prześwietlać mnie wzrokiem - Jak chcesz to zaproś Kena. Przynajmniej nie będziesz samotna. To ja idę. Musze coś kupić, bo mnie nie wpuszczą z pustymi rękami. Nara. - Ian szybko wstał, tak, jak by go coś goniło (a wydawało mi się, że tak było) wybiegł z domu.
"Co ja z nim mam? ten pomysł z Kenem nie jest głupi. I tak miałam z nim dzisiaj porozmawiać". Szybko wstałam od stołu i posprzątałam. Pobiegłam do pokoju i wybrałam numer Kena. Po dwóch sygnałach usłyszałam ciepły głos.
- Halo?
- Cześć Ken.
- Sophi? Jak cudownie cię słyszeć - od razu po tych słowach wyobraziłam sobie jak musi się szeroko uśmiechać
- Czy nie miałbyś może ochoty wstąpić do mnie? Mój brat wychodzi, a ja i tak muszę z tobą o czymś pogadać...To co ty na to?
- Co za pytanie! Oczywiście! Do ciebie przyjdę nawet jak będziesz na końcu świata.
Poczułam miłe ciepło w środku. On jest taki kochany...Zawsze był przy mnie zarówno w smutnych jak i wesołych chwilach. Mimo że wiem jakimi głębokimi uczuciami mnie darzy ja nigdy ich nie odwzajemniałam...zawsze go uważałam za przyjaciela, a nawet brata, ale nigdy nie wyobrażałam sobie niczego więcej.
- To czekam - odpowiedziałam wesoło.
- Zaraz będę. - usłyszałam trzask rozłączanej słuchawki. Westchnęłam i powoli zaczęłam pogrążać się we własnych myślach. Ogarnął mnie straszny smutek. "Jak ja mu to powiem? No przecież nie tak: Wiesz Ken nie powiedziałam ci, ale będę chodzić do nowej szkoły i mam nadzieję, że dasz sobie radę z tymi ćwokami, którzy wszystkich gnębią. Zawsze możemy spotykać się w weekendy." Totalna masakra. Siedziałam tak jeszcze sporo czasu i wciąż myślałam jak mu to delikatnie przekazać. Gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. No pięknie.
- Już idę - krzyknęłam. Szybko zbiegłam po schodach. Mam nadzieję, że rozmowa przebiegnie dobrze. Szybko otworzyłam drzwi.



piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 1

- Na pewno dasz sobie radę Soph? Jeszcze nigdy nie musieliśmy wyjeżdżać na tak długo - w głosie mojej mamy rozbrzmiewała wielka troska. Jak się nad tym zastanowię to miała rację...Najdłuższy wyjazd jaki pamiętam trwał dwa miesiące.
-A ty znowu panikujesz - mój tata patrzył zirytowanym wzrokiem na żonę.
- Przecież się martwię! - odpowiedziała oburzona
- Mamo, jestem już prawie dorosła. Siedemnaście lat powinno to sugerować, prawda? Zresztą. Nie raz zostawałam sama - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- No dobrze...-mama westchnęła, nie do końca przekonana - Będziemy do ciebie dzwonić gdy tylko nadarzy się okazja. Masz mieć telefon zawsze przy sobie. Pamiętaj! - spojrzała na mnie surowym wzrokiem.
-Dobrze, już dobrze - uśmiechnęłam się - Jadźcie, bo się spóźnicie. Samolot nie będzie na was czekał.
- Tylko bez żadnych domówek! - tata pogroził mi palcem - Myślisz, że nie wiem co się wyprawiało za plecami rodziców gdy byłem młody? - uśmiechnął się.
- Haha. Spokojnie. Będę grzeczna.- odpowiedziałam z ironicznym uśmieszkiem. Oczywiście to nie była prawda w czystej postaci i rodzice też dobrze zdawali sobie z tego sprawę. - To pa. Będę tęsknić -rzuciłam się obojgu na szyję.
 Staliśmy tak przez chwilę. Oczywiście starałam się nie okazywać, jak bardzo jest mi smutno. Po wyjeździe rodziców zawsze czuję pustkę...przynajmniej mam jeszcze starszego o dwa lata brata, z którym mimo częstych sprzeczek i kłótni znajdę zawsze wsparcie i zarówno on, jak i ja potrafimy wskoczyć za sobą w ogień.

W końcu puściliśmy się. Rodzice wzięli walizki i wyszli. Szybko pobiegłam do salonu żeby im pomachać. Robię to od dziecka i tak mi już zostało. Oczywiście nie wstydzę się tego. Gdy auto zniknęło za skrzyżowaniem, wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mojej nowej szkoły. Już dawno uzgodniłam z rodzicami, że się przepiszę. Niestety w mojej starej szkole miałam bardzo przykre doświadczenia i już nie wytrzymywałam psychicznie. Wybrałam numer telefonu i usłyszałam, że ktoś odbiera słuchawkę po drugiej stronie.
- Halo? - głos był strasznie przesłodzony. Od razu domyśliłam się, że to pewnie dyrektorka szkoły.
- Eeee...dzień dobry. Ja w sprawie przeniesienia. Miałam zadzwonić zaraz po wypisaniu się z poprzedniej szkoły.
- Rozumiem. W takim razie musisz do nas przyjechać w poniedziałek o godzinie 8:00 i zgłosić się do pokoju gospodarzy. Tam się dowiesz wszystkiego odnośnie podręczników oraz planu lekcji. Do widzenia - usłyszałam trzaśnięcie słuchawki. Świetnie. Miły początek. Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.

Gdy wbiegałam po schodach na górę usłyszałam, krzyki radości z pokoju mojego brata. Ma 19 lat, a i tak cieszy się, jak dziecko po wgraniu nowego levela. To na swój sposób nawet słodkie.
Niewiele myśląc weszłam do niego bez pukania, bo dlaczego bym miała robić coś czego on nigdy nie przestrzega?
- Nie wiesz, że się puka? - nawet nie oderwał wzroku od monitora - Prawie dorosła, a taka nie wychowana.
- Spadaj  Ian. A ty to co? - rzuciłam w niego piłką, która stała koło łóżka. O dziwo jakoś tego uniknął.
- Mam nadzieję, że się rano pożegnałeś się z rodzicami. Nie wiem czy wiesz, ale gry komputerowe to nie cały świat.
- Ty się lepiej martw o siebie. I tak, pożegnałem się. Zaskoczę cię tym, że ja mam coś takiego jak serce - Ian odwrócił się do mnie z miną mówiącą: "Jestem panem i władcą i nikt nie ośmieli mi się przeciwstawić". - Jutro spotykasz się z tym swoim Romeo?
- Mówisz o Kenie?
- A o kim innym? To tak, czy nie?
- Tak...muszę się z nim pożegnać...-spuściłam głowę. Ken był moim bliskim i jedynym przyjacielem. Od zawsze byliśmy razem. Tylko jego mi będzie brakować kiedy zmienię środowisko.
Ian wyłączył komputer i spojrzał na mnie z wielką powagą.
- Przecież nie stracicie kontaktu. To w końcu twój przyjaciel i na dodatek przyjaciel, który jest w tobie zakochany na zbój - uśmiechnął się - Głowa do góry! Idź i odpocznij. Cały dzień jesteś na nogach
- Masz rację - westchnęłam -  Dziękuję - spojrzałam na brata z wielką wdzięcznością, na co ten przytulił mnie.
- Nie musisz dziękować. Dobranoc.
- Dobranoc - wyszłam z pokoju i cicho zamknęłam drzwi. Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i wskoczyłam do swojego ciepłego łóżka. Nie minęło nawet 5 minut, kiedy zasnęłam.




Początek

To jest początek kolejnego blogu o popularnej grze internetowej, którą jest Słodki Flirt. Już od paru lat w nią gram i osobiście ją uwielbiam, dlatego postanowiłam przelać moje pomysły kłębiące się już od dawna na tym blogu. Mam nadzieję, że się wam spodoba^^ Liczę na komentarze, które będą zawsze pociechą dla mojego oka :D A teraz dodam tak na początek: Miło mi Was poznać!