- Czy ty masz zamiar jeszcze dzisiaj wsiąść dziewczyno?! Ile jeszcze mam czekać, aż zechcesz wrócić do rzeczywistości?- zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów
- Prze-przepraszam...-spuściłam wzrok i szybko wsiadłam. Uważnie rozejrzałam się za wolnym miejscem. Nagle dojrzałam jedno na końcu autokaru. Od razu ruszyłam w tamtym kierunku. Koło okna siedziała dziewczyna o długich, gęstych, białych włosach w ślicznej biało-fioletowej sukience.
- Przepraszam - zagadnęłam nieśmiało - Czy to miejsce jest wolne?
Białowłosa spojrzała na mnie. Miała piękne złote oczy.
- Jasne! Siadaj - uśmiechnęła się promiennie - Ty jesteś pewnie tą nową uczennicą. Zgadłam?
- Tak... - odwzajemniłam uśmiech
- Jestem Rozalia. Miło mi cię poznać... - zatrzymała się i spojrzała na mnie wyczekująco
- Sophi - odpowiedziałam szybko.
- Do otwartych osób nie należysz... W niczym mi to nie przeszkadza! - powiedziała z wielkim uśmiechem - Moim obowiązkiem jako twojej nowej koleżanki będzie pomoc w zaaklimatyzowaniu - powiedziała rozradowana - Na pewno spodoba ci się w naszej szkole. Gdy dojedziemy to cię oprowadzę. Co ty na to?
- Byłoby super - delikatnie się uśmiechnęłam
Resztę drogi Rozalia i ja spędziłyśmy na miłej pogawędce. Dzięki temu troszkę lepiej się poznałyśmy, a ja powoli się otworzyła. Doszłam do wniosku, że moja nowa koleżanka jest osobą godną. Dowiedziałam się, że Roza (powiedziała, że mogę się tak do niej zwracać) uwielbia modę i szycie oraz ma chłopaka o imieniu Leo, którego bardzo kocha. Od razu ją polubiłam. Była niezwykle miła i sympatyczna. Bił od niej blask radości, szczerości i uroku, dlatego opowiedziałam jej trochę o mojej poprzedniej szkole i rodzinie. Nigdy mi się nie zdarzyło tak szybko przed kimś otworzyć. Białowłosa wysłuchała wszystkiego bez zadawania pytań i z wielką uwagą. Gdy skończyłam swoją opowieść zaskoczona zauważyłam, że dojechaliśmy przed mury szkoły.
- Miałaś bardzo ciężko Soph...nie potrafię sobie wyobrazić, jak straszne musi być znęcanie psychiczne i fizyczne przez całą klasę. Bardzo ci współczuję - Roza spojrzała na mnie smutno i mocno przytuliła. Stałam w bezruchu. Jeszcze nigdy mnie nikt tak ciepło nie potraktował. Oprócz Kena i rodziny oczywiście. Po chwili zawahania odwzajemniłam uścisk. Białowłosa odsunęła mnie delikatnie od siebie i uśmiechnęła się promiennie.
- Jeszcze zobaczysz, że znowu będziesz dawną sobą. Pomogę ci w tym. Obiecuję.
Spojrzałam prosto w te wesołe złote oczy i od razu jej uwierzyła. Nawet sama nie wiem dlaczego.
W towarzystwie Rozalii weszłam do szkoły Słodki Amoris i zostałam przez nią oprowadzona. Dowiedziałam się, w których salach odbywają się lekcje, gdzie jest sala gimnastyczna, klub ogrodników i koszykarski. Oprócz tego poznałam nowe koleżanki: płomiennowłosą Iris, nieśmiałą Violettę i buntowniczkę Kim. Cała trójka była bardzo miła i szybko znalazłam z nimi wspólny język. Niestety rozmowę przerwał nam dzwonek.
- Sophi bardzo cię przepraszam, ale muszę lecieć. Poradzisz sobie ze znalezieniem pokoju gospodarz? - Roza spojrzała na mnie z tak wielką troską, że musiałam się zaśmiać
- Nie przejmuj się. Dam sobie radę - powiedziałam pokrzepiająco
- To do zobaczenia - rzuciła białowłosa i pognała do sali. Szybko się odwróciłam i w tym samym momencie wylądowałam na ziemi pod wpływam mocnego uderzenia.
- Uważaj jak idziesz. - Usłyszałam nad sobą męski, trochę gburowaty głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz