Muzyka

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 1

- Na pewno dasz sobie radę Soph? Jeszcze nigdy nie musieliśmy wyjeżdżać na tak długo - w głosie mojej mamy rozbrzmiewała wielka troska. Jak się nad tym zastanowię to miała rację...Najdłuższy wyjazd jaki pamiętam trwał dwa miesiące.
-A ty znowu panikujesz - mój tata patrzył zirytowanym wzrokiem na żonę.
- Przecież się martwię! - odpowiedziała oburzona
- Mamo, jestem już prawie dorosła. Siedemnaście lat powinno to sugerować, prawda? Zresztą. Nie raz zostawałam sama - uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- No dobrze...-mama westchnęła, nie do końca przekonana - Będziemy do ciebie dzwonić gdy tylko nadarzy się okazja. Masz mieć telefon zawsze przy sobie. Pamiętaj! - spojrzała na mnie surowym wzrokiem.
-Dobrze, już dobrze - uśmiechnęłam się - Jadźcie, bo się spóźnicie. Samolot nie będzie na was czekał.
- Tylko bez żadnych domówek! - tata pogroził mi palcem - Myślisz, że nie wiem co się wyprawiało za plecami rodziców gdy byłem młody? - uśmiechnął się.
- Haha. Spokojnie. Będę grzeczna.- odpowiedziałam z ironicznym uśmieszkiem. Oczywiście to nie była prawda w czystej postaci i rodzice też dobrze zdawali sobie z tego sprawę. - To pa. Będę tęsknić -rzuciłam się obojgu na szyję.
 Staliśmy tak przez chwilę. Oczywiście starałam się nie okazywać, jak bardzo jest mi smutno. Po wyjeździe rodziców zawsze czuję pustkę...przynajmniej mam jeszcze starszego o dwa lata brata, z którym mimo częstych sprzeczek i kłótni znajdę zawsze wsparcie i zarówno on, jak i ja potrafimy wskoczyć za sobą w ogień.

W końcu puściliśmy się. Rodzice wzięli walizki i wyszli. Szybko pobiegłam do salonu żeby im pomachać. Robię to od dziecka i tak mi już zostało. Oczywiście nie wstydzę się tego. Gdy auto zniknęło za skrzyżowaniem, wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mojej nowej szkoły. Już dawno uzgodniłam z rodzicami, że się przepiszę. Niestety w mojej starej szkole miałam bardzo przykre doświadczenia i już nie wytrzymywałam psychicznie. Wybrałam numer telefonu i usłyszałam, że ktoś odbiera słuchawkę po drugiej stronie.
- Halo? - głos był strasznie przesłodzony. Od razu domyśliłam się, że to pewnie dyrektorka szkoły.
- Eeee...dzień dobry. Ja w sprawie przeniesienia. Miałam zadzwonić zaraz po wypisaniu się z poprzedniej szkoły.
- Rozumiem. W takim razie musisz do nas przyjechać w poniedziałek o godzinie 8:00 i zgłosić się do pokoju gospodarzy. Tam się dowiesz wszystkiego odnośnie podręczników oraz planu lekcji. Do widzenia - usłyszałam trzaśnięcie słuchawki. Świetnie. Miły początek. Westchnęłam i poszłam do swojego pokoju.

Gdy wbiegałam po schodach na górę usłyszałam, krzyki radości z pokoju mojego brata. Ma 19 lat, a i tak cieszy się, jak dziecko po wgraniu nowego levela. To na swój sposób nawet słodkie.
Niewiele myśląc weszłam do niego bez pukania, bo dlaczego bym miała robić coś czego on nigdy nie przestrzega?
- Nie wiesz, że się puka? - nawet nie oderwał wzroku od monitora - Prawie dorosła, a taka nie wychowana.
- Spadaj  Ian. A ty to co? - rzuciłam w niego piłką, która stała koło łóżka. O dziwo jakoś tego uniknął.
- Mam nadzieję, że się rano pożegnałeś się z rodzicami. Nie wiem czy wiesz, ale gry komputerowe to nie cały świat.
- Ty się lepiej martw o siebie. I tak, pożegnałem się. Zaskoczę cię tym, że ja mam coś takiego jak serce - Ian odwrócił się do mnie z miną mówiącą: "Jestem panem i władcą i nikt nie ośmieli mi się przeciwstawić". - Jutro spotykasz się z tym swoim Romeo?
- Mówisz o Kenie?
- A o kim innym? To tak, czy nie?
- Tak...muszę się z nim pożegnać...-spuściłam głowę. Ken był moim bliskim i jedynym przyjacielem. Od zawsze byliśmy razem. Tylko jego mi będzie brakować kiedy zmienię środowisko.
Ian wyłączył komputer i spojrzał na mnie z wielką powagą.
- Przecież nie stracicie kontaktu. To w końcu twój przyjaciel i na dodatek przyjaciel, który jest w tobie zakochany na zbój - uśmiechnął się - Głowa do góry! Idź i odpocznij. Cały dzień jesteś na nogach
- Masz rację - westchnęłam -  Dziękuję - spojrzałam na brata z wielką wdzięcznością, na co ten przytulił mnie.
- Nie musisz dziękować. Dobranoc.
- Dobranoc - wyszłam z pokoju i cicho zamknęłam drzwi. Weszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i wskoczyłam do swojego ciepłego łóżka. Nie minęło nawet 5 minut, kiedy zasnęłam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz