Muzyka

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 5

Powoli podniosłam wzrok do góry. Nade mną stał czerwonowłosy chłopak w czarnym ubraniu. Nie wyglądał na miłą osobę. Patrzył na mnie z kpiącym uśmiechem. Nagle poczułam jak wrze we mnie wściekłość. To, że jestem niezdarna i nieśmiała nie znaczy, że można sobie ze mnie jawnie kpić, a już na pewno nie pozwolę sobie na to temu typkowi. Co on sobie myśli?!
- Wychowana dziewczynka powinna teraz przeprosić, nie sądzisz? - zagadnął z tym swoim wkurzającym uśmiechem
- A wychowany chłopiec powinien pomóc dziewczynie wstać, gdy ta leży na ziemi, nie sądzisz? - odburknęłam i spojrzałam na niego z taką nienawiścią na jaką mnie było stać. Już nie cierpię typa. Strasznie przypomina moich kolegów z poprzedniej szkoły. Mam już wystarczające doświadczenie żeby wiedzieć, jak się zachowywać wśród takich ludzi.
- Lepiej uważaj co mówisz, bo możesz pożałować - syknął
- Zabrakło riposty, prawda? Kiedy trzeba, kozaczyć potrafisz, a jak nie wiesz co powiedzieć to zaczynasz grozić. Żal mi cię - po tych słowach zdałam sobie sprawę, że przesadziłam. I to bardzo. Twarz rudowłosego wykrzywiła się w przerażający grymas nienawiści i wściekłości zarazem. "Sophi, ty idiotko! Co ty sobie myślałaś? Pierwszy dzień, a ty już musiałaś zaleźć komuś za skórę. Przez mój cięty język kiedyś naprawdę źle skończę..." Chciałam się szybko podnieść i uciec gdzie pieprz rośnie, ale niestety byłam za wolna. Chłopak złapał mnie mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Próbowałam się wyrwać. Niestety moje próby spełzły na niczym. Był strasznie silny.
- Powiedz to jeszcze raz...- spojrzał na mnie lodowato i przysunął swoją twarz do mojego ucha - Zdziwisz się do czego potrafię być zdolny - wyszeptał - zapamiętaj tą lekcję.
Odskoczyłam jak oparzona. Nie dość, że moje serce waliło jak oszalałe ze strachu to na moją twarz musiał wpłynąć rumieniec. Nigdy nie byłam tak blisko z żadnym chłopakiem oprócz Kena.
- A co to - czerwonowłosy spojrzał na mnie z zainteresowaniem - czyżby nasza mała bohaterka była niedoświadczona? Jak chcesz to możemy to zmienić...- czerwonowłosy zaczął powoli się zbliżać, a ja z przerażenia stałam jak kamień.
- Kastiel! Dość!
W naszą stronę szybkim krokiem zmierzał chłopak o białych włosach z szarymi końcówkami. To co rzuciło mi się w oczy, to jego styl ubioru. "Chyba wiktoriański" - przemknęło mi przez myśl i westchnęłam z wielką ulgą.
- Co ty znowu wyprawiasz? - białowłosy spojrzał z dezaprobatą na Kastiela, na co ten wzruszył ramionami - Ona jest tutaj nowa. Przepraszam, że użyłem słowa "ona" - zwrócił się do mnie - Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Jestem Lysander. A ty? - chłopak ukłonił się i podniósł na mnie wzrok wyczekując odpowiedzi. Miałam okazję mu się bliżej przyjrzeć. Jego oczy były zachwycające. Jedno koloru szmaragdu, a drugie płynnego złota.
- Oh...-odparłam zaskoczona - Jestem Sophi. Miło mi - uśmiechnęłam się przyjaźnie
- Bardzo cie przepraszam za Kastiela.
- Spoko...n-nic się nie stało - odparłam nie pewnie - Przepraszam, ale mógłbyś mi powiedzieć gdzie znajduje się pokój gospodarzy?
- Naturalnie. Jest w tę stronę - Lysander wskazał mi kierunek drogi - Mam nadzieję, że się szybko przyzwyczaisz do nowego środowiska. A teraz wybacz, ale muszę sobie wyjaśnić parę spraw z moim przyjacielem - spojrzał na oburzonego Kastiela - Porozmawiamy kiedy indziej. Nataniel ci we wszystkim pomorze, to on jest głównym gospodarzem. Do zobaczenia Sophio.
- Do zobaczenia.
Chłopcy odeszli żwawym krokiem, kłócąc się po drodze, jednak ja już nie zwracałam na nich uwagi i ruszyłam we wskazanym przez Lysandra kierunku.


Delikatnie zapukałam do drzwi i weszłam. Moim oczom ukazał się całkiem spory pokój w którego centrum stało biurko zawalone przeróżnymi teczkami i kartkami. Na przeciwko biurka siedział chłopak o blond włosach przypominających słońce. Jeszcze nigdy nie widziałam takiego koloru.
- Dzień dobry. Szukam Nataniela...-zagadnęłam nieśmiało. Chłopak podniósł na mnie swoje złote oczy i uśmiechnął się.
- To ja. Miło mi cię poznać - podszedł do mnie i podał mi rękę - Jesteś nową uczennicą?
- Tak. Nazywam się Sophi - uścisnęłam jego dłoń
- Masz już chyba wszystko załatwione, oprócz zdjęcia, ale możesz je wykonać na bazarze - powiedział rzeczowym tonem.
- Dziękuję.
- Jak będziesz potrzebować pomocy to śmiało pytaj. Jestem do twojej dyspozycji - uśmiechnął się ciepło
- Będę o tym pamiętać. To cześć.
- Do zobaczenia
Szybko wyszłam zamykając za sobą delikatnie drzwi. Dzisiejsze lekcje miały się skończyć za jakieś 10 minut. Postanowiłam, że poczekam na Rozalię przed szkołą i wszystko jej opowiem. Z tą myślą wyszłam na dwór i usiadłam na ławce nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś mnie obserwuje...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz