Muzyka

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 7

- Przestańcie  - krzyknęłam, ale głos mi się załamał. "Oni się pozabijają" - przebiegło mi przez myśl. Szybko dobiegłam do chłopaków i próbowałam ich rozdzielić, ale moje starania poszły na nic. Kastiel przydusił Kena do ziemi. Oboje byli cali posiniaczeni i zakrwawieni zarówno na twarzy, jak na rękach. Dodatkowo mój przyjaciel miał stłuczone w połowie okulary. Na chodniku pokazały się ślady krwi któregoś z nich, albo obu. Szybko zebrałam myśli i  złapał czerwonowłosego za rękę, który miał wymierzyć kolejny cios. Moje posunięcie nie było dobrym pomysłem. Chłopak wyrwał swoją rękę i z całej siły mnie odepchnął. Zaskoczona przewróciłam się i mocno uderzyłam w chodnik głową. Przed oczami pojawiły mi się mroczki i poczułam ciepłą stróżkę krwi na policzku. Chciałam się podnieść, ale nie dałam rady. Co działo się dalej? Nie pamiętam. Straciłam przytomność.

                                                                             ***

Głosy. Ktoś coś mówi, ale kto to? Słyszę tupot stóp. Co się stało? Czuję czyjś delikatny dotyk na swojej skórze. Tak bardzo mnie boli głowa. Nie mam siły się poruszyć, ani otworzyć oczu. Rana. Krwawię. Tak strasznie krwawię. Dość. Chcę żeby to wszystko się już skończyło, proszę. Ken...Roza...
       
                                                                            ***

- Sophi...Sophi...
 Słyszę głos. Znam go. Powoli z wielkim wysiłkiem otworzyłam oczy. Nagle ktoś mocno mnie przytulił.
- Sophi! Tak się przestraszyłam - białowłosa płakała i ledwo mogłam cokolwiek zrozumieć - Nigdy więcej cię nie zostawię. Przepraszam.
- Roza to przecież nie twoja wina. Au! - poczułam silny ból z boku głowy i szybko dotknęłam tego miejsca. Ktoś zrobił mi opatrunek.
- To Nataniel ci go założył - powiedziała ocierając łzy
- Oh...jestem w pokoju pielęgniarki? Zaraz...gdzie są Ken i Kastiel?! - wykrzyknęłam i mimo protestów Rozy szybko wstałam
- Wszystko w porządku. Nataniel i Lysander ich rozdzielili.
- Całe szczęście - opadłam na miękkie łóżko - Opowiedz mi co się dokładnie stało kiedy zemdlałam.
Rozalia szybko opowiedziała mi jak cała sytuacja przebiegła. Chwilę po tym, gdy straciłam przytomność przybiegł Lysander i odciągnął Kastiela od Kena, ponieważ białowłosa właśnie wracała od Leo usłyszała krzyki i pobiegła w ich kierunku. Zobaczyła mnie leżącą na ziemi i Lysandra ledwo utrzymującego wyrywającego się Kastiela. Kazał jej biec po Nataniela. To właśnie on mnie tu przyniósł i zrobił okład. Następnie zarówno czerwonowłosy, jak i brązowowłosy poszli do pokoju dyrektorki i do tej pory tam siedzą.
- Nie wiedzę tego kolorowo - spróbowałam zażartować, jednak drętwo mi to wyszło - Nawet nie wiem o co im dokładnie poszło - westchnęłam
- Nie przejmuj się. Ken i Kastiel na pewno jakoś z tego wyjdą. a teraz odpoczywaj. Spróbuję się czegoś dowiedzieć. Zaraz wracam. - Roza szybko wyszła. Zostałam sama z własnymi myślami. Ken przecież nigdy nie pchał się do bójek. Zawsze zachowywał spokój nawet gdy go wyzywano. Kastiel go wytrącił z równowagi jakimiś naprawdę mocnymi słowami. Będę musiała z obojgiem pogadać. Nagle usłyszałam ciche pukanie. Do pokoju wszedł Nataniel z miską wody.
- Obudziłaś się - uśmiechnął się ciepło - Jak się czujesz? - spytał siadając na brzegu łóżka
- Całkiem nieźle. Dziękuję ci za okład i przyniesienie mnie tutaj - zarumieniłam się na wspomnienie delikatnego dotyku. "Bezwstydnica. Nie wyobrażaj sobie za wiele".
Nataniel zmieszał się lekko.
- Nie ma za co. Musiałem cię stamtąd zabrać. Mogło ci się coś stać...
Martwił się. A nawet mnie dobrze nie zna...
- Tak...
Cisza, między nami przedłużała się. Oboje zaczęliśmy się czuć niezręcznie i pewnie trwałoby to dłużej gdyby nie wejście smoka. Oczywiście spodziewałam się Rozy, ale ku mojemu zaskoczeniu do pokoju wszedł Kastiel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz